Nie zamierzam nikogo pouczać ani przekonywać, że trzeba ratować świat. Sam przez wiele lat myślałem, że moje kilka czy kilkanaście złotych niczego nie zmieni. Pewnego dnia po apelu p. Artura Żmijewskiego w TVN wysłałem sms-a. Po jakimś czasie zadzwoniła do mnie wolontariuszka z UNICEF. W bardzo obrazowy sposób przedstawiła jakie potrzeby małego dziecka może zaspokoić stosunkowo niewielka kwota. Dziś wiem, że nawet małe wpłaty mają sens. Dla mnie to często równowartość kawy, obiadu na mieście czy kilku drobnych wydatków, o których następnego dnia już nie pamiętam. Dla kogoś innego mogą oznaczać jedzenie, dostęp do czystej wody, lekarstwa albo możliwość nauki. W 2020r. zdecydowałem się na stałą współpracę – regularne wpłaty pozwalają lepiej zaplanować wydatki związane z pomocą dzieciom.
WAKACYJNY ŻART LITERACKI – Run Forrest Run.
Wstałem o 8 rano. Dziesiąty dzień wakacji powitał mnie bezchmurnym niebem. Rozkład dnia znałem już na pamięć: najpierw zakupy w Łukcie, potem kąpiel z synem w jeziorze, rozmowy z rodziną przy herbacie i w końcu najważniejszy punkt dnia – trening biegowy na drodze do Łukty. Przez myśl mi nie przeszło, że może mnie tego dnia spotkać coś niezwykłego, a jednak… O 16.00 założyłem sportowy strój, wygodne buty i ruszyłem przed siebie. Jak to zwykle bywało drogą przez las biegłem sam. Czasem przejechał jakiś samochód. Tego dnia postanowiłem dać z siebie wszystko. Złapałem swój dobry rytm, uregulowałem oddech. Wokół tylko las. W pewnym momencie poczułem za sobą czyjąś obecność. Pomyślałem, że mi się tylko wydaje, ale to wrażenie że ktoś za mną biegnie nie dawało mi spokoju. Odwróciłem głowę i spojrzałem za siebie. Cholera, biegł za mną jakiś facet w koszuli w kratkę i w długich beżowych spodniach. I ta bejsbolówka. Kogoś mi przypominał. Kiedy się zrównaliśmy usłyszałem: – Hi how are you Nagle doznałem olśnienia ale zanim zdążyłem odpowiedzieć facet był już dobre trzy metry przede mną. Krzyknąłem tylko: – run Forrest run! Uniósł w geście pozdrowienia prawą rękę, “wrzucił piąty bieg” I tyle go widziałem.
PLANETA
Na złotej planecie samotna róża płacze
w promieniach słońca
wiatr porywa jej łzy i wieść znają wszystkie gwiazdy.
Ciepłe słowa, niczym statek przyjaciół
są pełne nadziei, że miłość przychodzi
w dobrym czasie.
PLANET
On a golden planet, a lonely rose weeps in the rays of the sun. The wind carries away her tears, and every star has heard the tale.
Warm words, like a ship of friends, are filled with hope that love arrives at the right time.
BLASK CZARNEJ RÓŻY
Tak niewiele czasu na smutek nam trzeba
tak dużo czasu zasnęło w drzewach.
Nieruchome niczym żałobnik nad trumną
czekają wiosny, drżą wiatrem
mamroczą żale, stoją dumne
wyliczają dni pierwsze i ostatnie.
Nie szukaj w mglistym poranku
blasku czarnej róży, to życie
wciąż tak zielone jak pierwsze słowa
(nie ma kresu ani łez księżyca)
żartuje z nas śmiercią i ludzie odchodzą.
Widziałem nieznane góry wszechświata,
krzyk to czy szept po urwiskach płynął cieniem?
Świecie smutny, tak wieczność pieści zimne skały
już innym lądom oddałem marzenia.
O herezjo – jęku niewiary obłąkanych
jak dobrze nie słyszeć Boga
duszę zaprzedać wiatrom
kłaniać się dumnym, prosić pogardy
słabym być w wierze, silnym w trwodze.
Widziałem blask czarnej róży,
inne słońca w jej płatkach gubiły promienie.
Drogo ostatnia, łzo rozpaczy
przerosła was nieskończoność istnienia.